02) PARYŻ – miasto w biegu

                Jest taka scena filmieBraveheart”: dwie armie stają naprzeciw siebie, napinają się, naprężają, szykują do skoku. Nagle – pada sygnał… i obie pędzą na siebie, na złamanie karku, do zwarcia, wbiegają jedna w drugą i mieszają się w chaosie. 

To normalny obraz z przejścia dla pieszych w Paryżu. Przy czym, gdy piesi ruszają na pasy – w napięciu
i naprężeniu zamierają zatłoczone ulice.
 

  • PRZED WYJAZDEM: ON w Paryżu już był, ale dawno temu. Ona jeszcze nie była, ale bardzo chciała. ON pamięta kilka słów po francusku, ONA – tylko angielski. Obojgu lista rzeczy MUST SEE wydawała się zbyt długa. 
  • PO POWROCIE: Paryż nas zmęczył. Zachwycił, usatysfakcjonował – ale wycisnął siódme poty, zarówno na poziomie logistycznym, jak i fizycznym. 

  • Jak się do Paryża dostać 

Najtaniej oczywiście tanimi liniami. Ostatnio widzieliśmy bilety powrotne za 250 zł na głowę. Zwykle bilety DO są znacznie tańsze niż Z. Po prostu trzeba polować. O ile loty (w naszym przypadku) z Krakowa są w miarę punktualne, o tyle lot powrotny może okazać się cyrkiem – raczej nie umawiajcie się na określoną godzinę w Polsce. Paryż stoi strajkami i protestami: jak jedzie metro – stoją autobusy, jak jadą autobusy – strajkuje obsługa lotniska, jak zaczyna pracować obsługa lotniska – wieża kontroli lotów ogłasza dwugodzinny protest. I tak w kółko.  

Z Krakowa lądujemy na lotnisku Beauvais – 80 km od Paryża. Co dalej? Albo autobus “zwykły” za 12€ od głowy, albo autobus ekspresowy (30€ na głowę), albo… 

Polak potrafi – czyli polskie busy lotniskowe: przed wylotem warto zarezerwować sobie miejsce w busie kursującym na trasie lotnisko – centrum. Ofert jest mnóstwo, ceny od 10€ do 15€ od pasażera. Warto szukać i rezerwować z wyprzedzeniem, bo obłożenie i zainteresowanie jest spore. To najszybszy, najmniej problemowy i najbardziej komfortowy środek transportu. My wysiadaliśmy pod Łukiem Triumfalnym i kosztowało nas to 10€ (x2). Rezerwacje powrotną również można zrobić przez internet, albo na miejscu dogadać się z busiarzem. 

  •   Gdzie mieszkać  

Miasto podzielone jest na dzielnice. Cena wynajętego lokum zależy od numeru dzielnicy. Najprościej wybrać odpowiadającą Wam dzielnicę tak: wybieracie sobie JEDEN punkt orientacyjny. Tylko JEDEN, bo
w Paryżu można wybrać jeden, dwa lub pięćdziesiąt. Jeżeli macie zamiar spędzić trzy dni między grobami na Pere
Lachaise – nie szukajcie noclegu w pobliżu Wieży Eiffela ani w La Defense. To nie ma sensu, mimo dobrej komunikacji metrem. Chyba, że macie dwa tygodnie. 

My wybraliśmy dzielnicę 9, kilka kroków od dworca Saint-Lazare i takiej właśnie stacji metra. W zasadzie całe centrum robiliśmy pieszo. Piechotą do Placu Concorde zaledwie 1,5 km. W zasięgu spaceru mieliśmy NotreDame, Dzielnicę Łacińską, Luwr, Plac Pigalie, Sacre-Coeur, Lafayette i Operę Paryską. Byliśmy nastawieni na spacery po mieście – dzielnica dziewiąta się sprawdziła. Ale tanio nie było… bo… 

  • POGODA: no cóż… pogoda jak w Warszawie. Ta sama szerokość, ten sam klimat. Nas Paryż przywitał gradem pierwszego wieczora. Podczas spaceru bulwarem Clichy utknęliśmy pod trzymetrowym daszkiem kawiarni. Utknęliśmy z dziesięcioma innymi, przygodnymi spacerowiczami. Po godzinie znaliśmy się z imienia, wiedzieliśmy kto skąd przyjechał, gdzie kupić najlepsze sery i gdzie jest najlepsza kuchnia koreańska.

 

  •   CENY 

PARYŻ JEST DROGI. Koniec i kropka. Nie ma co się rozwodzić – szarpnie bezlitośnie po kieszeni każdego, kto się do niego zbliży. Oszczędności dobrze zacząć już na etapie szukania lotu i wyszukiwania noclegów. Dobrze ciąć koszty już przy planowaniu MUST SEE. Czy warto się spłukać na zobaczenie miasta
z kiczowatych komedii romantycznych? JAK CHOLERA WARTO. Po stokroć – warto.
 

Baza hotelowa jest ogromna, małych i tańszych hotelików jest mnóstwo. Jeżeli używacie wi-fi i w waszym wybranym, “tańszym” hotelu nie ma – spokojnie, jest w każdej knajpie i na każdym placu. 

  • Tu mały tip: jeżeli macie zaoszczędzone jakieś punkty lojalnościowe w serwisach pośredniczących
    w wynajmie – to nadszedł czas, żeby je wykorzystać.
     

Ceny jedzenia: w średniej jakości knajpce za obiad zapłacicie 20€ wzwyż na głowę, za ulicznego naleśnika – 3€ do 4€, za dwie lampki wina od 10€ w górę. Czym bliżej NotreDame, tym drożej. ALE… 

Ale wystarczy przejść Sekwanę, aby wejść w Dzielnicę Łacińską. Tu otwiera się inny cenowy świat.
Tu rządzi 
street-food, lokale z kebabami, pizzerie i orientalne jadłodajnie. Kebab to naprawdę spora tacka z mięsem + pieczywo, frytki i surówki. My znaleźliśmy wciśniętą między turka a chińczyka małą restaurację francuską. Doskonałe mule, świetny obiad, pyszne ciastko
na deser. Razem 24€. Do tego,
 gdy właściciel uznał, że i na niego przyszła pora – usiadł przy stoliku i zjadł to samo
co jego goście. Znaczy
: świeżo i bezpiecznie, mimo że po taniości. 

 

Polecamy spróbować legendarnych paryskich bagietek (1,5-2,5€). Byle kupowanych w piekarniach a nie w supermarketowych sieciówkach. W pełni zasługują na swoją renomę. A czy równie słynne francuskie croissanty również zasługują na swoją renomę? Zdecydowanie! Niezależnie, czym nadziewane – są wspaniałe. A jeśli już kupicie bagietkę, kupicie kawałek sera, kupicie jakieś lekkie wino… Nie wracajcie z nimi do hotelu.
Na każdym skwerku, wzdłuż 
Sekwany,
w porcie przy placu 
Bastylii – wszędzie pikniku Paryżanie i turyści. I w odróżnieniu od Krakowa nikt Was nie przegoni, nikt Wam nie zwróci uwagi. Tak spędzają czas ludzie, którzy na przerwę obiadową wyrwali się
ze swoich biur.

 

Transport: najlepsze, najszybsze, najwygodniejsze jest metro. Ceny biletów  zależą od ilości przekraczanych stref, więc warto się zapoznać z planem miasta lub taki plan metra pobrać na stacji lub w punkcie informacji turystycznej.
ALE w odróżnieniu od genialnego metra londyńskiego,
w paryskim może się przydarzyć strajk, protest, chwilowe zatrzymanie z 
Jahwe wie jakiego powodu. Nam akurat trafił się strajk obsługi bramek i kas, więc pojeździliśmy trochę za darmo. Tak czy inaczej musicie się liczyć z tym, że podróż metrem z Pere-Lachaise przez całe miasto do LDefense będzie was kosztować około 7€ na głowę. 

Innym sposobem przemieszczania się wzdłuż Sekwany są statki. Kurs Notre-Dame – Tour Eiffel : 15€.  Wzdłuż rzeki, po obu jej stronach, ciągnie się bardzo przyjemny deptak. Dla pieszych i rowerzystów – super. Przy okazji można trafić na mini koncert, uliczną sztukę i tego typu atrakcjektórymi to miasto naprawdę żyje. A słuchanie lekkiego jazzu granego przez kilkuosobowy zespół rozstawiony na budowlanych paletach i zapijanie tego kubkiem świeżo wyciskanego skoku – zdecydowanie poprawia nastrój i dodaje sił na kolejne kilometry. 

 

  • ZWIEDZANIE – co zobaczyć, co odpuścić 

Muzea, wystawy, tarasy widokowe SĄ PŁATNE i nietanie. Zwykle bilet wstępu
to 10€-12€-15€ na stałe ekspozycje. Wystawy specjalne i okresowe są dodatkowo płatne.  Jeżeli spodziewacie się darmowych muzeów londyńskich – zapomnijcie.
 Koniecznie zróbcie sobie listę rzeczy, które chcecie zobaczyć i miejsc,
które chcecie odwiedzić. Potem tę listę skróćcie o połowę.
 

  • Luwr (Musee du Louvre) – większość wybierających się do Paryża nastawia się na Luwr: wiadomo, legenda. My odpuściliśmy Luwr całkowicie. Nasza rada, nasze zdanie – jeżeli nie jesteście w stanie poświęcić na zwiedzanie Luwru minimum trzech dni – nawet się do niego nie zbliżajcie. Naprawdę NIE MA SENSU jednodniowy wstęp (15€).  Przerobiliśmy to w British Museum – więcej tego błędu nie popełnimy. Takie muzea jak Ermitaż, British Muzeum czy Luwr wymagają czasu i spokoju. 

 

  • Centre Pompidou – jeden z symboli sztuki światowej gromadzący w swoim pokręconym wnętrzu ogromne zbiory. W odróżnieniu od Luwru – spokojnie ogarnialne w jeden dzień. Wstęp 13€. Warto zacząć rano, nawet jak się zmęczycie – znajdziecie kilka tarasów do odpoczynku. Z tarasów rozpościerają się panoramy
    na miasto, a jak się pewnie domyślacie, jest na czym oko zawiesić.
     Samo muzeum doskonale zorganizowane, dobrze podzielone tematycznie, łatwe w zwiedzaniu. I czasochłonne – wejdziecie rano, wyjdziecie wieczorem. Dla zainteresowanych sztuką nowoczesną – MUST SEE. 

 

  • Museum d’Orsay – stary dworzec kolejowy przerobiony
    na muzeum. Wrażenia niesamowite – tu spotkacie się oko w oko z obrazami znanymi Wam z podręczników szkolnych i z reprodukcji na bazarach. To tu wisi impresjonizm, to tu wisi Picasso. Jedna z atrakcji – przekrój Opery Paryskiej. Olśniewający widok przez dworcowy zegar na piętrze – stojąc w pomieszczeniu zanurzonym w półmroku, przez zegarową tarczę widzicie w oddali zalane słońcem wzgórze Sacre
    -Coeur. Jak powiedział kiedyś Lord Vader: “IMPRESIVE!

 

  • Galeria Lafayette – świątynia luksusu i zwariowanych cen. Niby zwykła galeria handlowa ale przecież to Paryż. Szczęka opada w momencie zadarcia głowy
    i zobaczenia sklepień. Jeżeli piękno może być komercyjne – to Lafayette jest tego kwintesencją

 

  • Plac Concorde i ogrody Luwru – Place de la Concorde to miejsce, gdzie stoi zrabowany z Egiptu obelisk, gdzie kiedyś stały gilotyny. Z którego na południu widzicie Pałac Bourbon, na północ – Kościół de la Madleine, na wschód – Pola Elizejskie z Łukiem Triumfalnym a na zachód – ogrody Luwru. Ten plac właśnie, to jedno z tych miejsc,
    na których stajecie, rozglądacie się 
    i wbrew sobie, na głos mówicie “nie mogę uwierzyć, że tu jestem”. Ogrody Luwru to świetny punkt odpoczynku i relaksu. Dużo alejek spacerowych, dużo zacienionych ławek, świetne budki z kawą. 

To w dzień. 

Ale są miejsca w Paryżu, które TRZEBA zobaczyć NOCĄ. Poczekajcie, będzie trochę niżej.

  • I’ile de la Cite – nie ma możliwości być w Paryżu i nie być wielokrotnie na tej wyspie. To tu majestatycznie wznosi się Katedra Notre–Dame de Paris. To tu, wciśnięta między budynki sądu stoi majestatyczna kaplica Sainte-Chapelle z niesamowitymi witrażami. To przez tą wyspę prowadzą najszybsze ścieżki
    do kulinarnego bogactwa 
    całego świata w Dzielnicy Łacińskiej. A skoro jesteśmy już na I’ile de la Cite.. 
  • Katedra Notre-Dame – możecie pomyśleć, że katedra jakich setki na świecie. Że ta w Sevilli jest wyższa,
    w Lizbonie jest takich więcej, że w Gnieźnie mamy swoją, a
    Mariacki jest the best. Otóż… Notre-Dame MIAŻDŻY. Niesamowita z zewnątrz, niezależnie od pory dnia oblegana tłumem ludzi fotografujących zarówno fasadę, jak
    i robiących sobie selfie ze słynną rozetą w tle. Ale dopiero w środku poczujecie jej misterne piękno. Jeżeli macie taką szansę (nam się udało) wejdźcie do 
    środka w mocno słoneczny dzień – światło wpadające przez witraże
    i zwisające w drobinkach kurzu to spektakl, który będziecie długo pamięta
    ć. Usiądźcie na chwilę w dowolnej nawie. Schowajcie na chwilę smartfona i aparat fotograficzny. Powoli wyłówcie szczegóły. Pomyślcie po francusku: Dieu est grand, je suis toute petite 

 

  • Plac Bastylii – Ogród Botaniczny – Wielki Meczet: połączyłem trzy punkty miasta w jedno SHOULD SEE. Wszystkie trzy warto zaliczyć, żaden z nich nie zajmie wiele czasu a każde oddzielnie ma swój urok. 

Plac Bastylii: jeżeli tego nie wiecie – budynku więzienia Bastylii nie ma! Jej zdobycie i zburzenie było startem rewolucji. Na środku placu stoi dumnie wielka kolumna z przetopionych dział napoleońskich. Plac, jak plac ale tuż pod nim rozciąga się wzdłuż niewielkiego portu (Port de l’Arsenalświetny bulwar: spokojnie, wśród innych piknikujących można się rozsiąść na trawie i coś przekąsić. 

 

 

Ogród Botaniczny: z portu l’Arsenal kierujecie się na południe, przechodzicie przez most Austerlitz i wychodzicie wprost na bramy Ogrodów. W Ogrodach – Muzeum Historii Naturalnej, Galeria Botaniczna, Galeria Geologiczna. Ale przede wszystkim mnóstwo alejek, ptaków, drzew, krzewów, kwiatów. Miejsce zupełnie odklejone od reszty zatłoczonego i ciasnego miasta. Jest po prostu przyjemnie. Jeżeli jesteście z dziećmi – nie pomińcie parku zwierząt (Enclos des Wallabies – płatny). 

Krótkim spacerkiem, po przejściu przez cały ogród, wyjdziecie wprost na największy meczet w Paryżu: Grande Mosquee de Paris. Warto zajrzeć. Tunis
w pigułce. I jak to w meczecie – kobiety nie wszędzie mogą wejść.
 

 

  • Panteon: wyszliście z meczetu – teraz już macie kilka uliczek do jednego z MUST SEE Paryża. Okazała budowla jest miejscem spoczynku między innymi Hugo, Zoli, małżonków Curie, Woltera i wielu innych znakomitych Francuzów. Warto zobaczyć, warto zwiedzić (10€ wstęp + 2€ za górne piętro). A jeśli już wyjdziecie z chłodu kamienia tej przytłaczającej ogromem budowli, 300 m ulicą Rue Soufflot wyjdziecie na słynne… 

 

  • Ogrody Luksemburskie (Jardin du Luxembourg): i oczywiście Pałac Luksemburski. Warto pospacerować po licznych, pokręconych alejkach, usiąść na chwilę na ławeczce. Warto dotrzeć
    do południowej części (
    Jardin des Grands Explorateurs) i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie pod imponującą fontanną Fontaine de l’Observatoire. Jeżeli zgłodnieliście – mijając Sorbonę kierujcie się na północ, na Ile de la Cite – na pewno znajdziecie coś dla siebie w którejś z setek knajpek. 

 

  • Plac Trocadero: jeden z najbardziej imponujących widoków w mieście.
    To ze schodów 
    Trocadero, z dziedzińca Pałacu Chailot i jego ogrodów pochodzi większość zdjęć Wieży Eiffela, jakie znacie. Zawsze zatłoczony, niezależnie od pogody. Jeżeli mieszkacie w znacznej odległości – na sam plac możecie podjechać metrem. Tym bardziej, że watro tu wrócić jeszcze raz, wieczorem – ale o tym trochę niżej. Rozmach
    i wielkość kompleksu
     przytłacza, ale
    i zachwyca. Najlepszy punkt startowy do zdobycia symbolu Paryża. Ruszamy na wieżę.
     

 

  • Wieża Eiffela (Tour Eiffel): schodzimy z Trocadero i przez most Pont d’Iena podchodzimy pod wieżę. Tour Eiffel rośnie w oczach z każdym krokiem. Kiedy stoimy już pod nią, ten stalowy gigant naprawdę poraża i fascynuje. Ale zanim dostaniemy się na plac pod wieżą by kupić bilety wstępu, czeka nas szczegółowa kontrola bezpieczeństwa. Pierwsza kontrola, bo będzie jeszcze jedna. Na zwiedzanie wieży warto wybrać się rano – po pierwsze: przejście z Trocadero chwilę nam zajmie, po drugie – czym później, tym dłuższe kolejki. A kolejki są zawsze, zawsze długie i do wszystkich czterech kas. Jeżeli kupicie już bilet – czeka Was następna kolejka – do windy (jeżeli kupiliście bilet na wjazd – 25€) lub do schodów (jeżeli kupiliście bilet za 16€, pozwalający wejść schodami na pierwszy i drugi poziom). Na szczyt można wjechać tylko windą. Wejście schodami wymaga kondycji. Ale wynagradza wspinaczkę odkrywaniem niesamowitej konstrukcji wieży
    i powalających widoków w dół. My nie wjechaliśmy na szczyt – widmo dwugodzinnej kolejki skutecznie 
    nas zniechęciło. 

WIDOK W DOWOLNĄ STRONĘ Z WIEŻY EIFFELA JEST WART WYSIŁKU I KAŻDYCH PIENIĘDZY. 

Rzeczywiście – widać cały Paryż: od nowoczesnej dzielnicy La Defense po jaśniejący na odległym wzgórzu Sacre-Coeur.  Od Lasu Bolońskiego, od Łuku Triumfalnego po Wieżę Montparnasse i Wielki Meczet.
To obowiązkowe MUST SEE. Zresztą, nie
 okłamujmy się: właśnie po to tu przyjechaliście 😉 

 

  • Sacre-Coeur: biała bazylika górującą nad miastem. Monumentalna. Stoi na czubku wzgórza Montmartre, kiedyś siedlisku paryskiej bohemy, ulicznych malarzy, rękodzieła.  Przynajmniej ja tak zapamiętałem Montmartre sprzed lat. Teraz spokojnie może się równać z Krupówkami w szczycie ferii zimowych albo Monciakiem w Sopocie. Komercja i chińszczyzna. Ale sama Bazylika – piękno, potęga i piękno potęgi. To z zewnątrz. A środku? Piorunujące wrażenie przestrzeni ujarzmionej kamieniem. Jako jeden z niewielu zabytków kościelnych Paryża – ten jest wciąż czynny jako kościół.  Na zewnątrz grupki młodzieży obsiadują długie i strome schody i zielone skwery, ktoś gra na gitarze, ktoś śpiewa. Wszyscy patrzą na rozpościerające się u ich stop miasto i połyskujące w oddali rury Centre Pompidou. Jeżeli zostaniecie tam do wieczora, to zejdziecie wprost na…

 

 

  •  Plac Pigalle i Boulevard de Clichy: to trzeba zobaczyć wieczorem albo w nocy. Paryska ulica uciech jarzy się neonami we wszystkich kolorach i kształtach. Świeci się, błyszczy i migoce. Sexshopy ciągną się długim, barwnym szeregiem, a króluje między nimi słynny Moulin Rouge. Jeżeli staniecie w odpowiednim miejscu, uchwycicie wiatrak Moulin Rouge i wisząca nad nim Bazylikę Świętego Serca. Sacrum i profanum.  To jest właśnie Paryż.  
  • Pałac Wielki i Pałac Mały (Grand Palais i Petit Palais): nie sposób je pominąćbo nie sposób pominąć prowadzącego do nich mostu Aleksandra II zafundowanego Paryżowi przez cara Mikołaja II. W ogóle mosty Paryża to coś, dla czego warto poświęcić dzień na spacer brzegami Sekwany: każdy jest inny, z każdego jest trochę inny widok, każdy ma inną historię. Pałace – Wielki i Mały – wybudowane na wystawę Expo w 1900nym roku służą jako budynki wystawowe do dzisiaj (ostatnio 2018/2019 była tam wystawa zbiorcza Joana Miro – mojego idola, nie zdążyłem). Wstęp do Petit Palais jest darmowy. 

 

Podczas zwiedzania Paryża zróbcie sobie jakiś luźniejszy dzień. Przeznaczcie go na spacery ogrodami czy włóczenie się brzegami Sekwany. Zostawcie czas siłę  na wieczór. Plac Concorde z rozświetlonymi Champs Elysees i Łukiem Triumfalnym, szklana piramida pod Luwrem, nocne Notre-Dame. Po ciemku plac przeNotre-Dame zamienia się uliczny cyrk pokazujący sztuczki na szczudłach i żąglujący ogniem..wieczorny spacer deptakiem wzdłuż rzeki to oświetlone mosty, rozśpiewane knajpki, pozdrawiające się imprezy na wodnych taksówkach i wszędobylski promi światła z Tour Eiffel. 

 Na koniec zostawiłem to, co najlepsze:

  • Kupujecie wino (najlepiej francuskie – dla podbicia klimatu) 
  • Kupujecie po ciastku (wybór przebogaty) 
  • Jedziecie/idziecie w kierunku Wieży Eiffela 

Albo rozsiadacie się na opadających trawnikach Trocadero (wtedy macie zachodzące słońce w plecy), albo znajdujecie miejsce na Polach Marsowych. Warto przybyć tam już po południu, bo ludzi na pewno będzie dużo – niezależnie od pogody i dnia tygodnia. Jeżeli przypadkiem nie kupiliście nic do picia czy jedzenia – możecie naprawić ten poważny błąd u jednego z licznych handlarzy kursujących z koszykami między piknikującymi. Handlarze są wszechobecni, ale nienachalni. Oczywiście ceny turystyczne, wyższe niż sklepowe. Oprócz jedzenia i picia,
w sprzedaży oczywiście pamiątki miejsca i czasu (breloki, eiffele duże i małe, widokówki, kurzołapki i durnostójki). Można nawet trafić w promocję: w cenie dwóch plastikowych eiffeli dostajecie trzy… Siedzący z nami młodzi Japończycy kupili tej tandety tyle, że kolejni handlarze zaczęli widzieć w nich konkurencję 🙂 

Jeżeli jesteście na Trocadero – patrzycie na zalaną żółtym światłem wieżę i oklaskujecie kolejnych artystów ulicznych występujących na schodach. Jeżeli jesteście na Polach Marsowych – patrząc na czarny, strzelisty kształt wieży, wygrzewacie się w ciepłych promieniach zachodu, razem z setkami Wam podobnych. I tu, i tu – tłum gęstnieje z każdą godziną.  

My siedzimy na Trocadero. Zaczyna zmierzchać. Księżyc powoli przechodzi przez wieżę z lewej na prawą. Każdy metr trawy, każdy murek, każdy jeden schodek jest zajęty. Pierwsze światła na Tour Eiffel zaczynają się żarzyć wywołując aplauz tłumu.
Z każdą minutą wieża jest bardziej złota. Nie wiem, ile to trwa – widok jest tak pięknie kiczowato
zachwycający, że przestaję sprawdzać czas. Wokół okrzyki zachwytu utwierdzają nas
w przekonaniu, że nie tylko na nas zrobił 
ten kawał blachy
z żarówkami
 piorunujące wrażenie. Punktem kulminacyjnym jest włączenie się “latarnianego” reflektora na szczycie wieży. Zaprawdę powiadam Wam – magia. MUST SEE. 

 

Oczywiście, jest w Paryżu jeszcze wiele atrakcji: ogromny cmentarz PereLachaise z Chopinem i Morrisonem, jest nowoczesna dzielnica La Defense ze znanym dzięki JeanMichel Jarre nowym łukiem truimfalnym (Grande Arche de la Defense), jest Park Nauki (Parc de la Villete) z łodzią podwodną i lustrzaną sferą. Jest Wersal, Montparnasse, katakumby, jest cały Luwr. NIE ZDĄŻYCIE zobaczyć wszystkiego. NIE ODKRYJECIE nawet połowy urokliwych zakątków, poruszając się metrem – spacerując, ciągle będziecie trafiać na miejsca, które Was zachwycą i zafascynują. Francuzi są dumni ze swojej historii i zapytani na ulicy chętnie opowiedzą Wam, gdzie jesteście i na co patrzycie. 

 

A propos języka i komunikacji: Paryż jest językową betoniarką mieszającą non-stop wszystkie języki i kultury. Dogadacie się
po angielsku, niemiecku, rosyjsku i w dowolnym narzeczu suahili. 
ALE: jeśli spróbujecie mówić po francusku – paryskie trolle bez litości zaczną mówić nim szybciej i mniej zrozumiale, udowadniając Wam, że nic nie umiecie. I na angielski już nie przejdą, powtarzając w kółko “je ne comprend pas”. Trolling level expert. 

 

Paryż nas zachwycił. Wymęczył i zachwycił. Zachwycił inaczej niż Lizbona czy Londyn. Mimo naprawdę intensywnych starań, nie wszystko co chcieliśmy, zobaczyliśmy. Wiele miejsc czeka wciąż na nasze odkrycie. Jest to miasto, do którego można wracać. I my tam kiedyś wrócimy, żeby naszą listę MUST SEE odfajkować do samego końca 

C’est la Fin 

Jedna myśl w temacie “02) PARYŻ – miasto w biegu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.